Messiah - "Extreme Cold Weather" (1987)

Dobry zespół to często wypuszczający kolejne albumy i nieoglądający się na innych zespół. Ze szwajcarskim Messiah może nie było tak różowo, ale w pierwszych latach działalności grupa zasuwała z nagrywaniem oraz wydawaniem muzyki całkiem sprawnie i szybko dorobiła się licznych demówek i dwóch albumów - w dodatku, zaczynali bardzo wcześnie, gdy ekstrema rozrastała się na szerszą skalę. Ostatecznym potwierdzeniem ich wczesnego, intensywnego ciągu wydawniczego był wypuszczony raptem rok po debiucie "Extreme Cold Weather", który wprawił w konsternację przede wszystkim... okładką z misiem polarnym. Do dzisiaj jest to jednak strzał w dziesiątkę jeśli chodzi o wywołanie mroźnego klimatu, a zarazem zmyłkę co do zawartości muzycznej (bardziej pasowałaby do prog rocka), bo ta utrzymała się w przegródce death/thrash/blacku z "Hymn To Abramelin" i nie odpływa w zbyt odległe od ekstremalnego metalu rejony.
Nie da się jednak nie zauważyć, że przez tak krótki czas grupa podciągnęła się warsztatowo (choć perkman nadal odstaje najbardziej), wyzbyła irytujących inwokacji oraz zadbała o większą wyrazistość utworów. Krok na przód odsłania już otwierający album tytułowiec. Poza death/thrashową zadziornością i heavy metalowym bujnięciem, zespół nie boi się w nim wyciszeń, arktycznie brzmiących wstawek, subtelniejszych melodii oraz imponujących solówek. Przy takich proporcjach, zadowoleni mogą być nawet fani Nocturnus, Pestilence (mówimy o geniuszu ze "Spheres") czy - po przeciwnej stronie - przystępniejszego oblicza Sarcófago ("The Laws Of Scourge"), co pod kątem chronologii budzi tym większy szacunek dla Messiah. Idąc dalej, Szwajcarzy nie boją się korzystać z tego typu ambitniejszych rozwiązań w następnych kawałkach, mimo przeważającej, prostej łupanki. Mamy w zanadrzu rozbudowany instrumental "Hyper Borea" oraz zróżnicowany "Johannes Paul Der Letzte (Dedicated In Hate To Pope John Paul II)" (w nim dostało się papajowi), przyjemną miniaturkę "Mother Theresa (Dedicated In Love To Mother Theresa)", tradycyjnie dzikie "Radezky March (We Hate To Be In The Army Now)" i "Enjoy Yourself" oraz bardziej wypośrodkowany (nic w tym złego) "Nero". No i... to tyle? To już?
No właśnie, takie rozczarowujące wnioski nasuwają się gdy wybrzmiewają ostatnie sekundy "Nero". Główna część "Extreme Cold Weather" trwa ok. 25 minut, natomiast na drugą wrzucono... zapis live'ów z Holandii oraz Niemiec. I o ile samych koncertów słucha się całkiem fajnie, a dźwięk jest zaskakująco czytelny jak na końcówkę lat osiemdziesiątych, to jednak pompowanie materiału live'ami do formatu longplaya nijak się ma do studyjnych utworów i kompletnie rozbija spójność. Być może zespół goniły terminy i z braku laku, znaczy się większej ilości nowej muzyki, sięgnięto po tak leniwe rozwiązanie - "Extreme Cold Weather" spokojnie mógłby widnieć jako epka. W wydaniu na jakie finalnie zdecydował się zespół, ich drugi album sprawia wrażenie niedokończonego.
Ocena "Extreme Cold Weather" nastręcza zatem większych problemów. W porównaniu do debiutu, docenić należy u Messiah podciągnięcie się kompozytorskie/instrumentalne, lepszą produkcję oraz jeszcze bardziej zajadły charakter agresywnych partii tej muzyki, aczkolwiek skromna ilość materiału oraz zbędne live'y mocno ciągną w dół i nim człowiek nasyci się zawartością, to w zasadzie zespół już kończy. Dla mnie "Extreme Cold Weather" jest klasykiem przez małe k, stanowi on pewną pamiątkę z zamierzchłych czasów i wywołuje największy szok za sprawą niemetalowej okładki. Messiah rozkręcił się przy okazji dwóch następnych płyt.
Ocena: 6,5/10
[English version]
A good band often releases album after album and doesn't look back on others. Swiss Messiah may not have been so attractive, but in their early years, the group recorded and released music quite efficiently, quickly producing numerous demos and two albums - moreover, they started very early, when extreme metal was gaining momentum. The final confirmation of their early, intensive release streak was "Extreme Cold Weather", released just a year after their debut, which caused consternation, primarily due to its... cover art with polar bear. To this day, it remains a bull's-eye in terms of evoking a frosty atmosphere, while also misleading in terms of its musical content (it would have been more suited to prog rock), as it remains within the death/thrash/black metal from "Hymn To Abramelin" and doesn't stray too far from extreme metal.
It's impossible not to notice, however, that in such a short time, the band has improved their skills (though drummer still lags the most), got rid of annoying invocations and taken care to enhance the expressiveness of their songs. The album's opening title track reveals a step forward. Beyond the death/thrash aggressiveness and heavy metal gallops, the band isn't afraid of quiet moments, arctic-sounding interludes, subtler melodies and impressive solos. With such proportions, even fans of Nocturnus, Pestilence (we're talking about the genius from "Spheres"), or - on the other hand - the more accessible side of Sarcófago ("The Laws Of Scourge") might be pleased, which, chronologically speaking, commands even greater respect in Messiah's favor. Moving forward, the Swiss aren't afraid to use these more ambitious solutions in subsequent tracks, despite the prevailing, straightforward death/thrash. We have the extended instrumental "Hyper Borea" and the varied "Johannes Paul Der Letzte (Dedicated In Hate To Pope John Paul II)" (in which the band expressed their opinion about the then Pope), the pleasant miniature "Mother Theresa (Dedicated In Love To Mother Theresa)", the traditionally wild "Radezky March (We Hate To Be In The Army Now)" and "Enjoy Yourself", and the more balanced (nothing wrong with that) "Nero". And... is that it? Nothing more?
Well, that's the disappointing conclusion that emerges when the final seconds of "Nero" fade in. The main part of "Extreme Cold Weather" lasts about 25 minutes, while the second half features... live recordings from the Netherlands and Germany. While the concerts themselves are quite enjoyable to listen to, and the sound is surprisingly clear for the late 1980s, pumping the material into a full format with live recordings doesn't compare to the studio tracks and completely disrupts the cohesion. Perhaps the band was pressed for time and, due to a lack of substance - meaning a lack of more new music - they resorted to such a lazy solution - "Extreme Cold Weather" could easily have been released as an ep. In the version the band finally decided on, their second album feels unfinished.
Rating "Extreme Cold Weather" is therefore more difficult than it seems. Compared to their debut, Messiah's improved compositional/instrumental skills and production and even more fierce nature of the aggressive parts of this music, although the modest amount of material and unnecessary live performances drag down a lot and before one is satisfied with the content, the band finished. For me, "Extreme Cold Weather" is an overrated classic, a relic from a bygone era, and its non-metal cover art is the most shocking here. Messiah really hit their stride with their next two albums.
Rating: 6,5/10
Miś z Krupówek pozdrawia,ave Metal!
OdpowiedzUsuńOkładka akurat jest bardzo dobra,i nie widzę tutaj żadnej konsternacji,a słuchałem i słucham od wielu lat dużo death metalu z uwielbieniem, Pozdro
OdpowiedzUsuńnie lubię tej płyty oceniam ją 3/10 i wali mnie opinia innych ludzi
OdpowiedzUsuńI to jest bardzo dobre podejście, również nie lubię wielu zespołów, które są wychwalane
UsuńDziękuję.
UsuńSubiektywny, przepraszam, że ci tak zaspamowałęm post o Messiah, ale stwierdziłem, że będzie zabawne jak trochę opowiem o tej płycie.
Otóż ta płyta została wydana ponieważ Messiah dostał dofinansowanie od Szwajcarskiego rządu, który wspierał w tamtych czasach młodych i ambitnych. O ile mnie pamięć nie zawodzi, był bodajże konkurs i Messiah był wśród jego zwycięzców (więcej niż jedna osoba mogła wygrać). W ramach tego konkursu, który miał za zadanie promować szwajcarską kulturę na zewnątrz, Messiah miał nagrać płytę.
Wszystko szło w miarę dobrze, do momentu aż wioślarz musiał iść przymusowo do woja na rok. Zespół, składający się tak naprawdę z dzieci, nie za bardzo wiedział, co zrobić z tym fantem, a mieli konkretny termin do którego mieli dostarczyć płytę, aby dostać zwrot kosztów (więc najpierw zapłacili z własnej kieszeni od rodziców, a potem dopiero dostali kasę), musieli mieć stronę B.
W tamtych czasach, bardzo popularne były bootlegi. Jak mawiał Maria Konopnicka, z jednego koncertu nieraz miałeś 3 różne nagrania, bo kilku gości stało w różnych miejscach i nagrywało koncert. Dzisiaj ta praktyka jest również stosowana, aczkolwiek z lepszymi rezultatami.
I Messiah poszedł sobie na targ gdzie były ich pirackie kasety (to też jest zabawne, zresztą, pierwszy klip Sepultury "Inner Self" został zrealizowany na zasadzie, że Max Cavalera nie będzie ścigał po sądach niemieckich Shark Records, za dochody z ich pirackich płyt, ale w zamian Shark Records musi im zrobić teledysk - no i zrobili).
W każdym bądź razie, Tschösi (wokalista Messiah, aż skopiowałem z Metal-Archives), jak wieść gminna niesie, przeszedł się tam i znalazł bootlegi ich koncertów. Jakoś dotarli do autorów i dogadali się, żeby im dostarczyli materiał na drugą połowę płyty. I stąd właśnie ta koncertówka i właśnie dlatego.
To nie jest jedyna płyta Messiah zafundowana przez państwo, drugą taką płytą jest "Underground" i dlatego też nie została ona jeszcze wznowiona, ponieważ rząd Szwajcarii ma do niej prawy. W tym wypadku również był konkurs, który Messiah wygrał, ale miał on nieco inny charakter, nie pamiętam jaki, to był bardziej konkurs typu "Idol", niżli "promocja szwajcarskiej kultury", jak za pierwszym razem.
A reszta jest historią.
Aha, jeszcze jedno, bo zapomniałem. Myślę, że powinieneś zrecenzować Space Invaders, bo jest to pełnoprawna płyta, która po prostu się nie ukazała (aż do 2018 r), a jak najbardziej spełnia znamiona pełnograja. Myślę, że wiele osób będzie zaskoczony faktem, że Messiah miał jeden album więcej, niż im się wydawało.
OdpowiedzUsuńSzkoda pisania recek takich słabizn
OdpowiedzUsuń