Posty

Funebrarum - "The Sleep Of Morbid Dreams" (2009)

Obraz
Sporo zajęło nim "The Sleep Of Morbid Dreams" w ogóle ujrzał światło dzienne, ale trzeba przyznać, że jak na Funebrarum ...i tak było to dosyć sprawne tempo! W każdym razie, po wydaniu bardzo obiecującego "Beneath The Columns Of Abandoned Gods" , grupa ta spotkała się z raczej średnim odbiorem. Mimo to, nie zaprzestała ona dalszej działalności, i tak w następnych latach ukazała się epka "Dormant Hallucination" (z utworami z debiutu, ale także z jednym nowym), split z Interment (podobna sytuacja jak wyżej) aż w końcu wspomniany "The Sleep..." . I nie bez powodu mówię w końcu . Cóż, tyle lat posuchy wywołało olbrzymi niedosyt na kolejną dawkę premierowej muzyki ze strony Funebrarum . Po tym co znalazło się "The Sleep Of Morbid Dreams" nie ma się co jednak dziwić co do owego niedosytu . W porównaniu do debiutu, przeskok jest tu bowiem ogromny. Co więcej, nawet względem innych kapel łączących amerykański i szwedzki death metal poziom kom

Meshuggah - "None" (1994)

Obraz
Zanim świat się poznał na szwedzkiej Meshuggah jako jednej z najważniejszych (o ile nie najważniejszych) w nurcie djentowania, kapela Fredrika Thordendala postanowiła wejść w nową stylistykę w miarę powoli, wydając pomniejsze wydawnictwo, czyli właśnie epkę "None" . Ponadto, grupa zdecydowała się rozszerzyć skład do kwintetu, co w efekcie poskutkowało, że Jens Kidman porzucił gitarę i w pełni skupił się na wokalach, a na stanowisko drugiego gitarzysty zwerbowano Mårtena Hagströma . I jedyne co pozostaje...to przyklasnąć takim zmianom! Bo wszystkie z tych nowych rozwiązań - jak zaraz pokażę - przeniosły muzykę tej piątki w jeszcze ciekawszy wymiar. Wejście w nowy styl, mimo nieco skromnego formatu, nastąpiło u Meshuggah z solidnym przytupem. Ba, z perspektywy czasu, owa epka to - razem z debiutem - jedno z (naj)bardziej wyjątkowych wydawnictw w karierze Meshuggah . Na samym początku sprawa wygląda jednak jeszcze dosyć normalnie. W "Humiliative" i "Sickening

Funebrarum - "Beneath The Columns Of Abandoned Gods" (2001)

Obraz
O tych Amerykanach nie mówi się specjalnie dużo, a szkoda, bo - z perspektywy ich ogólnego statusu - zdecydowanie jest się nad czym pastwić. Start tejże ekipy z Clifton datuje się na 1999 rok. Wtedy to Daryl Kahan (wokale), Nick Orlando (gitary), Dave Wagner (basy) zakładają owe Funebrarum , nagrywają 3 demówki (każda z innym drummerem [a pierwsza i trzecia również z innymi, drugimi gitarowymi]), aż finalnie z Brianem Jimenezem (gary) i - sesyjnie - Johnem Paradiso (druga gita) wypuszczają debiutancki "Beneath The Columns Of Abandoned Gods" w 2001 roku nakładem Necroharmonic Productions. Tyle z części informacyjnej, pora na muzykę, bo przecież to ona gra tu najważniejszą rolę. Zwłaszcza kiedy mowa o death metalu wprost z amerykańskich głębin. "Beneath The Columns Of Abandoned Gods" bowiem poraża natłokiem niskich rejestrów, a jednocześnie, znakomitą realizacją przy tak zdołowanym graniu. Znalazł się tu zatem smolisty klimat oraz kruszący ściany ciężar, jak i

Meshuggah - "Contradictions Collapse" (1991)

Obraz
Ci porąbani Szwedzi mieli zaskakująco dziwny start względem tego, z czego (później) zasłynęli. Najpierw małe zamieszanie z nazwami, z czego oczywiście najsilniej przetrwała owa Meshuggah , potem formowanie się składu oraz tworzenie materiału. No i...w zasadzie nic z tego dziwacznego czy nietypowego! Jak jednak wiadomo, pozory lubią mylić - że tak zarzucę takim banałem dla zachowania równowagi. Otóż, to co nagrali na swoim debiutanckim "Contradictions Collapse" Fredrik Thordendal , Jens Kidman , Peter Nordin oraz Tomas Haake już w chwili premiery wykraczało ponad zwyczajną klasyfikację. Co ciekawe, na etapie debiutu granie Meshuggah miało niewiele wspólnego z djentem, który później przyniósł im światową sławę. W 1991 roku styl tej szwedzkiej ekipy można było bowiem określić jako techniczny thrash metal z dużą dawką progresji oraz...groove metalu! Z tego względu, po prostu, musiała wyjść im unikalna mikstura stylów czy generalnie coś mniej pospolitego. Tak też się stało. &

Adramelech - "Terror Of Thousand Faces" (2005)

Obraz
Okoliczności związane z powstawaniem "Terror Of Thousand Faces" przysporzyły kapeli Jarkka Rantanena na tyle wiele przeszkód, że owy longplay...mógł się właściwie nie ukazać! Problemy z funduszami, realizacją, wydaniem (aż 3 lata po tym jak krążek już był gotowy w 2002 roku) czy składem (to akurat żadna nowość) to tak z grubsza, co się działo u Adramelech po ukazaniu się "Pure Blood Doom" . Co ciekawe, wszystkie te przeciwności jednak nie przełożyły się na longplay aż tak mocno oderwany od stylistyki tych Finów czy przynoszący kolejną obniżkę formy. Wbrew powszechnej (i niesłusznej - jak zaraz udowodnię) krytyce, "Terror..." prezentuje się wyraźnie lepiej od swojego poprzednika. "Terror Of Thousand Faces" bowiem znacznie częściej powraca w przytłaczające rejony, całkiem nieźle nawiązując do duchoty z "Psychostasii" . I tutaj należałoby pochwalić przede wszystkim Jariego Laine , który od poprzedniej płyty sensownie się wyrobił i zdo

Obscura - "A Valediction" (2021)

Obraz
Zdawać się mogło, że zachowawczość z  "Diluvium" dała do zrozumienia Steffenowi Kummererowi , że pora na większe zmiany. No i poniekąd...coś w tym jest! Cóż, zespół Steffena potrzebował świeżości już od pewnego czasu. Po wydaniu "Diluvium" - dość standardowo jak na Obscurę - nie ostał się bowiem nikt poza samym mózgiem grupy, Kummererem , a sama muzyka pozostawiała trochę do życzenia. Tym razem, Steffen na szczęście nie przefolgował z tymi zmianami personalnymi i muzycznymi (o czym zaraz) oraz postanowił pójść fanom na rękę, zapraszając - w większości - technicznych wizjonerów z "Cosmogenesis" , tj. Christiana Münznera i Jeroena Paula Thesselinga , a w roli perkmana obsadzając zupełnie nowego dla grupy Davida Diepolda (wcześniej live'owy drummer Benighted i Hate). Z nimi, Obscura wzbiła się na wyraźnie wyższy poziom niż na "Diluvium" oraz wprowadziła kilka nowych elementów, które znacząco odświeżyły, nieco przeoraną już, stylistykę.

Adramelech - "Pure Blood Doom" (1999)

Obraz
Nikogo pewnie nie zaszokuję, ale mniej więcej gdzieś na etapie ukazywania się epki "Seven" skład fińskiego Adramelech ponownie uległ rozsypce. Podobnie jak wcześniej, nie zniechęciło to głównego mózgu grupy, Jarkka Rantanena , do kontynuowania działalności swojego zespołu. Ten bowiem bardzo szybko, bo w ok. rok, zaprosił do współpracy Jariego Lainego (odpowiedzialnego za partie gitar i basu) oraz Aliego Leiniö (tak samo jak Jari + wokale), samemu zasiadając za stanowiskiem perkusyjnym. Z nimi w składzie i w wyjątkowo błyskawicznym, jak na warunki Adramelech , tempie udało się grupie Rantanena stworzyć "Pure Blood Doom" - drugi, studyjny album. Wraz z jego wydaniem, kapela z Loimaa przeszła też zaskakująco dużo zmian muzycznych względem brzmień z "Psychostasia" i "Seven" . Z perspektywy genialnego debiutu, "Pure Blood Doom" - niestety - jest sporym rozczarowaniem. Jasne, to wciąż death metal na naprawdę wysokim pułapie, solidnie