Posty

Pandemic Outbreak - "Skulls Beneath The Cross" (2021)

Obraz
Przed powstaniem Frightful, chłopaki założyli sobie Pandemic Outbreak , w którym grali speed/thrash metal i wydali dwie epki, po czym w 2019 roku...przerwali działalność. Nie na długo, bo raptem rok później ją wznowili, a obok Mateusza Mencela (gitara/wokal) i Pawła Snarskiego (gitara) pojawili się Michał Kotwicki (bas) oraz Szymon Wójcik (perkusja), w efekcie czego zmienili styl na bliższy death/thrash. W następnej kolejności, tak samo jak w przypadku Frightful, wydali w 2021 roku debiutancki album, który ukazał się pod banderą Awakening Records. Czyli mówiąc bardziej przedsiębiorczym językiem, poszerzyli możliwości zysków poprzez działanie na dwa bandy. Nic w tym jednak złego, gdy muzyka broni się swoją zawartością. No a ta ze "Skulls Beneath The Cross" zdecydowanie nie należy do robionych na kolanie czy będącą klasycznym przykładem wyciągacza kasy niskim nakładem pracy. O ile w przypadku omawiania "Spectral Creator" (tak, odwrotną chronologią już zdążyłem n

Timeghoul - "1992-1994 Discography" (2012)

Obraz
Niezliczone są przypadki, gdzie zespół ledwo co zaczyna się rozkręcać i wydaje swój debiutancki, bardzo obiecujący album, a dosłownie parę miesięcy/lat później dokonuje żywota, pozostawiając za sobą olbrzymie rozczarowanie przedwczesnym odejściem. Z takim Timeghoul sprawa wygląda jeszcze gorzej, ponieważ ci Amerykanie okazali się być jedną z najbardziej zjawiskowych i unikalnych death metalowych kapel na całym globie, a zdołali wydać...raptem dwie demówki! Na dodatek o ich zajebistości świat przekonał się laaata później, gdy dzięki Dark Descent Records w 2012 roku ukazał się kompilacyjny "1992-1994 Discography" . Dopiero w ten sposób można było najdokładniej prześledzić bardzo krótką historię tej kapeli i przekonać się o wielkości tych nagrań. To co znalazło się na owych "Tumultuous Travelings" i "Panaramic Twilight" jasno daje do zrozumienia, że świat w latach aktywności Timeghoul totalnie nie był gotowy na tak zaawansowaną i pomysłową muzykę. Zespół

Atramentus - "Stygian" (2020)

Obraz
Korzenie kanadyjskiego Atramentus sięgają 2012 roku, ale nim cokolwiek od tej ekipy trafiło do łask (czyli właśnie omawiany debiut), musiało upłynąć 8 długich lat. Nie powinno to specjalnie dziwić biorąc pod uwagę, z czyjej inicjatywy ów projekt powstał. Toć za całym tym przedsięwzięciem stoi nie kto inny jak Phil Tougas - człowiek-cyborg hurtowo komponujący olbrzymie ilości technicznej muzyki. I co najciekawsze, w przypadku Atramentus sprawa prezentuje się...inaczej, bo jeszcze bardziej na korzyść omawianego projektu! Otóż, podobnie jak recenzowany wcześniej Chthe'ilist, również i tutaj Phil z resztą swoich kolegów (którzy zasilili skład w kolejnych latach) postanowili zapuścić się w dość nieoczywiste - dla siebie - klimaty, odległe od wyrafinowanej techniki i zadziwiania ilością dźwięków na minutę. Wydając owy "Stygian" , ci Kanadyjczycy bowiem niezwykle intrygująco zagłębili się w funeral doom metalowe brzmienia, mogące się kojarzyć z takimi monolitami jak Evoken,

Cryptopsy - "The Book Of Suffering - Tome I & II" (2018)

Obraz
Z biegiem czasu (uściślając, w 6 lat po "Cryptopsy" ), kapela Flo Mouniera stała się dość oszczędna w wydawanie nowej muzyki i zdecydowała się w głównej mierze skupić na działalności koncertowej. Efektem tego były dwie epki (jedna z 2015 roku, druga z 2018), obecnie scalone jako "The Book Of Suffering - Tome I & II" . Sam szczerze mówiąc nigdy nie byłem fanem takiej zawężonej taktyki wypuszczania muzyki (coś jak u Down), ale zaspoileruję, że ich zawartość jest tu na tyle satysfakcjonująca, że daruję sobie wszelkie uszczypliwości i posądzanie zespołu o lenistwo. Wszak pomimo ponownej utraty Jona Levasseura , udało im się w zawężonym składzie zachować sedno stylu Cryptopsy i nagrać kawał konkretnej rzeźni, nawet jeśli po tylu latach można było od nich oczekiwać nieco więcej. Obie te epki to coś na kształt selftajtla w pigułce. Na szczęście, da się tę okrojoną formułę przeboleć, a co więcej, jest na czym zawiesić ucho. Przeważa więc jazda na najszybszych obrotac

Chthe'ilist - "Le Dernier Crépuscule" (2016)

Obraz
Dla znacznej części (jako tako wprawionych) słuchaczy, obecność Phila Tougasa w jakimkolwiek zespole z automatu sprawia, że trzeba się nastawić na coś zaawansowanego i mocno technicznego. W zasadzie to prawda, ale jest w tym również spore uogólnienie. Chociażby inaczej ta sytuacja wygląda z jego - łamiącym język - Chthe'ilist , w którym to nie rozchodzi się o styl technicznego death metalu w typie Augury czy Necrophagist, a o bardzo silne inspiracje z pod znaku...Demilich i Adramelech! Kolejną nietypowość (bo o głównej za moment) tego tworu podkreślają tutaj pozostałe, towarzyszące Tougasowi persony. Obok niego pojawili się na "Le Dernier Crépuscule" perkusista  Philippe Boucher oraz gitarzysta/basista Claude Leduc , czyli, podobnie jak lider na co dzień, ludzie najsilniej powiązani z wyrafinowanym death metalem aniżeli zawiłymi czy przytłaczającymi brzmieniami. Na szczęście, wszystko to, to tylko pozory. Mimo odmiennego rodowodu tych muzyków, udało im się wysmażyć n

Cryptopsy - "Cryptopsy" (2012)

Obraz
Miażdżąca fala krytyki spowodowana "The Unspoken King" szybko dała ekipie Flo Mouniera do zrozumienia, że wyjście z tego bagienka jest tylko jedno: naprawić wizerunek nawrotem na brutalne i zakręcone brzmienia poprzez kolejną płytę. Na tę nie trzeba było specjalnie długo czekać (bo raptem 4 lata), a gdy już kurz związany z nią opadł, "Cryptopsy" stała się...jednymi z najlepszych przeprosin, jakie można zafundować! Bo pomimo obecności dość nielubianego Matta McGachy'ego i standardowych zawirowań w składzie, selftajtl Cryptopsy okazał się być jedną z najlepszych płyt, jaka powstała bez udziału Lorda Worma . Paradoksalna zasługa w tym hejterów, ale także pojawienia się obok Flo Mouniera , Christiana Donaldsona i Matta McGachy'ego basisty Oliviera Pinarda oraz ściągniętego na nowo - jednego z najważniejszych filarów tej grupy - gitarzysty Jona Levasseura . W tej oto konfiguracji, kwintet powrócił na swoim siódmym longplayu do tego, czego oczekuje się od

Suppression - "The Sorrow Of Soul Through Flesh" (2022)

Obraz
Ci chilijscy jegomoście istnieją sobie od 2012 roku, a dopiero teraz (czyli w 2022), jest szansa, że zrobi się o nich głośniej. Tak się jakoś dziwnie bowiem złożyło, że dorobek Suppression przez te 10 lat był bardzo skromny - na koncie widniały raptem tylko dwie demówki i jedna epka. Stan ten jednak - na szczęście - nie trwał wiecznie, a główni założyciele Pablo Cortés (bas) i Daniel Poblete (gitara) podczas pandemii - jakkolwiek absurdalnie by to nie brzmiało w kontekście tego covidowego cyrku - przywrócili zespół do czynnego funkcjonowania. Ściągnęli więc oni do grupy Alejandra Cruza (wokal) oraz Cristophera Zapatę (perkusja) i to z nimi wypuścili na świat debiutancki album pt. "The Sorrow Of Soul Through Flesh" . Album, który śmiało może ubiegać się jako jeden z najlepszych, death metalowych krążków w 2022 roku. Kwartet z Suppression zdołał bowiem niezwykle sprawnie nawiązać do lat 89-93, kiedy death metal bardzo prężnie się rozwijał, a przy tym, zmyślnie i nieco ek