Vader - "The Beast" (2004)

W wybitnie niesprzyjających warunkach powstawał następca "Revelations". Pogłębiające się problemy Docenta z używkami coraz mocniej i destrukcyjnie wpływały na Vadera, powodując że dalsza aktywność koncertowa i studyjna w takim stylu traciła sens - zespół mógł zakończyć w mig swój profesjonalizm, nad którym przez lata pracował. Jak czas niestety pokazał, "Revelations" był ostatnim z pełniaków z Docentem w składzie, natomiast później już tylko udało się wycisnąć z nim epkę °Blood° z 2003 roku. Peter ujście w tych niełatwych chwilach znajdował w muzyce, dlatego postanowił reagować i jeszcze za życia Docenta, po wydaniu "Blood" komponował oraz nagrywał z gościnnym udziałem Daraya na perkusji następny longplay, nie przerywając częstego wypuszczania materiałów. Tak poważnych trudności i niepewności wewnątrz zespołu jednak nie dało się całkowicie powstrzymać i po "The Beast" z 2004 roku, szóstym longplayu, czuć spadek względem tego, co zespół prezentował wcześniej.

Szóstka nie należy do szczególnie szczęśliwych w dorobku kapeli Generała. "The Beast" przynosi muzycznie pierwszy, odczuwalny kryzys jakościowy, nad którym - jak zawartość krążka szybko daje o sobie znać - nie wszędzie udało się zapanować. To co głównie na nim rozczarowuje to mniejsza wyrazistość oraz słabszy polot w utworach. Poziom muzyki oczywiście nadal jest bardzo wysoki, a sam kierunek nie ma żadnego związku z eksperymentowaniem, aczkolwiek jako całość Bestia nie angażuje tak jak poprzednie płyty. Podobnie jak wcześniej, grupa nie boi się zagrać wolniej, a od środka longplaya, zespół idzie z tym o krok dalej, bo częściej wysuwa na przód normalniejsze rytmy, melodyjność czy klimaty dające chwilę oddechu - jak Peter podkreślał, będące w planach nawet gdyby Docent nie został odsunięty od nagrywania "The Beast"

Nowe elementy, na szczęście, nie rozbijają spójności z brutalniejszą stroną tej muzyki i są do zaakceptowania. Więcej jest dynamiki, motywów do machania łbem, krótkich wstawek z gitarami bez przesteru oraz wypasionych solówek. Partie solowe z "The Beast" to zresztą jedne z lepszych w karierze Vadera - rozbudowane, melodyjne i nieprzedobrzone. Całkiem dobre wrażenie robi również Daray za perkusją. Cudów pod kątem finezji może nie pokazał, co poniekąd wynika z charakteru płyty, ale odwzorował styl Docenta pierwszorzędnie i w pierwszej chwili można się nie połapać w zmianie osoby za garami. Ambiwalentne odczucia za to wzbudza produkcja. Brzmienie krążka jest selektywne, a zarazem lekko przybrudzone, ale gdzie się podziało mięcho z "Revelations"?

Jeszcze inne odczucia są wobec tradycyjnego oblicza Vadera, czyli z blastami i tremolo na czele. Że nie jest na tyle ekstremalne co wcześniej, to nie mam większego problemu. Clou sprawy dotyczy mniejszej hitowości oraz dawki energii na tle starszych utworów. Żwawsze i nieskomplikowane kawałki w typie "Firebringer", "I Shall Prevail" (fajne akcenty na hi-hat'cie), "Out Of The Deep" oraz "Insomnia" są bardzo vaderowe, przejrzyste i wprost przeznaczone do scenicznej prezencji. Po przeciwnej stronie, powielają one schematy z kilku poprzednich płyt (niekiedy nawet brzmiąc niczym odrzuty z "Revelations") oraz brak im haczyków, które wyróżniałyby je przed szereg. Nie znaczy, że są złe - ot, poprawne i utrzymane w (zbyt) dobrze znanych ramach. Paradoksalnie, bardziej jednoznacznie wypada morbidowanie i łagodniejsza strona płyty. "The Sea Came In At Last", łączący klimatowanie z brutalnością, bujający, choć mało death metalowy "Dark Transmission" oraz walcowate "Apopheniac" i "Choices" odkrywają, że taka nowsza twarz Vadera nie jest pozbawiona treści i zwrotów akcji, a także sensownie urozmaica blastującą część albumu. Momenty drętwe przytrafiają się w tym wydaniu zaskakująco rzadko, a rozmydlania udało się uniknąć całkowicie.

"The Beast" ustępuje wszystkim poprzednim longplayom Vadera i po raz pierwszy nie porywa w całości, aczkolwiek nawet gdy zespół dopadło zmęczenia materiału, to Peter z resztą kolegów nie odstawili fuszerki. Na album, wbrew tytułowi, trafiło nie za dużo Bestii i pojawiło się trochę rozwiązań, o które trudno było kiedyś Vadera podejrzewać (melodyjność, klimaty, mniejsza ilość blastów, itp.), ale nie przełożyło się to na drastyczne przytępienie lub chęć łagodzenia dla wszystkich po kolei. Piotrowi nie zabrakło pomysłów na muzykę, utwory w typie klasyczny Vader również występują, nowinki nie robią zbędnego zamieszania, natomiast Daray podołał klasie swojego poprzednika. Jak na rzekomo słabszą pozycję w dyskografii, widać że "The Beast" wcale taki do końca zły nie jest i rzeczowo podchodzi do nowych akcentów w dorobku olsztyńskiej grupy.


Pomiędzy "Revelations" a "The Beast" ukazała się epka °Blood°, która była dosłownie ostatnią okazją, gdzie możemy posłuchać Docenta w premierowych kompozycjach, ale nie w formie pełnej płyty. Moim zdaniem, mini-wydawnictwo z cyklu tych koniecznych do obadania. Pod kątem brutalności epka przebija dwa ww. pełniaki, a ze względu na bardzo zwięzły format szybko powoduje niedosyt i chęć odpalenia ponownie. "Shape-Shifting" i "We Wait" to dwa premierowe utwory, pierwszy rozbudowany i pełen zjawiskowych blastów, drugi wolniejszy i ze świetną, łkającą gitarą w tle. Mamy jeszcze powtórzony "When Darkness Calls" oraz trzy bonusy z "Revelations", tj. "Son Of Fire", "As The Fallen Rise" i "Traveler", które stopniem intensywności i formatu (żaden nie przekracza 3 minut) dorównują "Litany" i stanowią obowiązkowy materiał jeśli lubi się blastujące oblicze Vadera.

[English version]

The follow-up to "Revelations" was released under exceptionally unfavorable circumstances. Docent's deepening substance abuse problems were having an increasingly destructive impact on Vader, making further concert and studio activity in this area pointless. The band could have quickly ended the professionalism they had been working on for years. Unfortunately, as time has shown, "Revelations" was the last of Docent's full-length albums, and afterward, they only managed to squeeze out the ep °Blood° from 2003. Peter found an outlet in these difficult times, so he decided to react. After the release of "Blood", he composed and recorded another full-length album with guest appearance by Daray on drums while Docent was still alive, continuing to release material frequently. However, such serious difficulties and uncertainty within the band could not be completely contained, and after 2004's "The Beast", their sixth full-length, there was a noticeable decline in the band's previous offerings.

The sixth album isn't one of the most successful in the General's band's career. "The Beast" brings the first noticeable musical quality crisis, which - as the album's content quickly becomes apparent - wasn't entirely overcome. Its main disappointments are the reduced clarity and less liveliness of the songs. The musical quality is still very high, of course, and the direction itself bears no resemblance to experimentation, although as a whole, "The Beast" isn't as engaging as previous albums. As before, the band isn't afraid to play slower, and from the middle of the album, the band takes this a step further, often foregrounding more natural rhythms, melodies and atmospheres that offer a moment of respite - as Peter emphasized, these elements were planned even if Docent hadn't been removed from recording "The Beast".

Fortunately, the new elements don't disrupt the cohesion with the more brutal side of this music and are acceptable. There's more dynamics, headbanging motifs, short, guitar interludes without distortion, and powerful solos. The solos on "The Beast" are among one of the best in Vader's career - expansive, melodic and too showy. Daray also makes a pretty good impression on drums. He may not have displayed any real finesse, which is partly due to the nature of the album, but he captured Docent's style perfectly, and at first, you might not be able to notice the change in drummer. The production, however, evokes ambivalent feelings. The album's sound is selective and slightly muddy, but where did the heaviness from "Revelations" go?

The traditional Vader style, with its blast beats and tremolos at the forefront, evokes yet another impression. I don't have a major problem with it not being as extreme as before. The crux of the matter lies in its reduced hitmaking potential and energy compared to the older tracks. Livelier and uncomplicated tracks like "Firebringer", "I Shall Prevail" (nice hi-hat accents), "Out Of The Deep", and "Insomnia" are very Vader-esque, transparent, and clearly intended for stage presence. On the other hand, they repeat patterns from several previous albums (sometimes even sounding like b-sides from "Revelations") and lack hooks that would set them apart. That's not to say they're bad - they're just good and within (too) familiar ideas. Paradoxically, the album's morbidish and softer side are more clearly defined. "The Sea Came In At Last", which blends atmospherics with brutality, the very catchy, but not death metal-like, "Dark Transmission", and the rhythmic "Apopheniac" and "Choices" reveal that this newer face of Vader isn't devoid of substance and twists, and they sensibly diversify the album's blasting section. Sleepy moments are surprisingly rare on this release, and the album manages to avoid becoming too sloppy.

"The Beast" falls short of all of Vader's previous albums and, for the first time, doesn't quite captivate the listener, but even when the band got tired, Peter and his bandmates didn't let up. Despite the title, the album doesn't feature much of the Beast, and it features a few elements Vader never once suspected (melodies, atmosphere, fewer blast beats, etc.), but this doesn't come into a drastic dullness or a desire to please everyone. Piotr hasn't run out of musical ideas; classic Vader-esque tracks are also present, and the new elements don't cause unnecessary confusion, while Daray lives up to its predecessor's standards. For a supposedly weaker album, it's clear that "The Beast" isn't entirely bad, and it takes a matter-of-fact approach to the new accents in the Olsztyn band's work.

Rating: 7/10

Between "Revelations" and "The Beast", the °Blood° ep was released, which was literally the last opportunity to hear Docent perform his new compositions, though not as a full album. In my opinion, this mini-release is a must-listen. The ep surpasses the two aforementioned full-lengths in terms of brutality, and due to its concise format, it quickly leaves you wanting more. "Shape-Shifting" and "We Wait" are two new tracks, the first expansive and full of phenomenal blast beats, the latter slower and with a wonderful, wailing guitar in the background. We also have a repeat of "When Darkness Calls" and three bonus tracks from "Revelations", i.e. "Son Of Fire", "As The Fallen Rise" and "Traveler", which rival "Litany" in intensity and format (neither exceeds three minutes) and are a must-have for anyone who enjoys Vader's blasting side.

Komentarze

  1. No chyba główny problem tej płyty to kwestia że nie wchodzi tak dobrze jak poprzednie, kiedyś trochę tego słuchałem, ale niewiele w głowie zostało. Chyba trzeba będzie do tego materiału wrócić

    OdpowiedzUsuń
  2. Stawiam na jakość,Vader zawsze sprawiał wrażenie, że ma za dużo tego,a za mało konkretów

    OdpowiedzUsuń
  3. Pierwszy materiał vader gdzie do głosu został dopuszczony drugi gitarzysta. Płyta warta przypomnienia

    OdpowiedzUsuń
  4. Przez te epki to człowiek czuł jakby to była dziesiąta płyta. Chciałem powiedzieć, że dobrze, że zrezygnowali z tego formatu, ale ostatnio wypuścili limitowany singiel w Szatańcu, której nie zdążyłem dostać, więc niestety, ale tego nie powiem. Jeśli ktoś jest tym faktem rozczarowany, to ma pełne prawo mnie zwyzywać.

    Natomiast bardzo lubię The Beast i aż sobie ją przypomnę. Warto przypomnieć, jakim wazeliniarzem był Novy, który nie nagrywał niczego na płytę (choć wideo pokazywało co innego), a który zachwalał tą płytę pod niebiosa. Nie dziwię się, że ani Behemoth, ani Vader, ani tym bardziej egipski Nader Sadek go nie chciał w szeregach. I mówię to, jednocześnie doceniając dokonania Devilyn.

    Wielka szkoda Docenta, zwłaszcza że zaczynał słuchać techniawy. On byłby w stanie zrobić niejedną rewolucję. Swoją drogą, udało mi się dojść do pewnej ciekawostki, otóż był inny polski Docent, który grał w Therion. I nasz polsko-polski Docent przejął ksywę od niego. Zawsze mnie to zastanawiało. Jest o tym w książce Metalowe Wersety.

    OdpowiedzUsuń
  5. Aha, i jest to też pierwsza płyta Vader, gdzie ciągotki Petera do Speed / Thrashu, czyli tak naprawdę, do doskonałych lat '80 (kiedy to była groźba wojny nuklearnej) się zaczęła wyraźnie pojawiać. Da się zauważyć, że za każdym razem, jak Peter zaczął iść w retro, to fani reagowali negatywnie. Następnym razem miało się to powtórzyć na doskonałym Necropolis i równie dobrym Empire - nie będę udawał, podzielam ciągoty Petera. Im jestem starszy, tym mniej słucham Cannibal Corpse i Deicide, a więcej Ostrogoth, Oz, Tank (!!!!!!), Tankard, Running Wild, Rage, a także Crossfire. Robię się starym zgredem, za chwilę będę polewać wodą gówniarzy co mi będą wchodzić na trawnik.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ja cofam się jeszcze bardziej, ostatnio po 25 latach włączam MOTORHEAD i podoba mi się jak nigdy, kiedyś omijałem Lemmy'ego i uwazalem że to nędza

      Usuń
    2. No to mamy podobnie, przy czym, ja zawsze szczerze kochałem Motorhead (podobnie jak cała moja rodzina, która nie słucha takiej muzyki na co dzień, ale no jak tu nie kochać Lemmy'ego, niezależnie od tego, co się myśli o muzyce). Ale nigdy nie wgłębiałem się w nich aż tak mocno. Traktowałem to trochę jak klasyk typu Deep Purple, Led Zeppelin - trzeba znać, ale nie było tego szczerego zachwytu i fanatycznego uwielbienia, miałem własnych idoli.

      Aż tu nagle, jak zacząłem słuchać, to nie mogłem przestać. I przez Motorhead spojrzałem nowym okiem i odkryłem jeszcze raz Iron Maiden, Saxon, THIN LIZZY (o tym muszę chyba zrobić posta na blogu, bo to jest tak niedoceniony zespół wśród Metali, że aż mnie to boli - oni byli dużo bardziej radykalni muzycznie, niżli mogłoby się to wydawać i byli prawdziwymi pionierami Heavy Metalu - matce Lynotta się oberwie grubo, bo ona uwielbia do dzisiaj odcinać kupony, po tym jak go porzuciła za niemowlaka i dziadkowie go wychowywali).

      Ale to jest chyba ogólnonarodowy trend, bo jak się popatrzysz na nowe, popularne grupy, typu Sexmag (polecam, zwłaszcza koncerty), Evilcult, Hellion, to one wszystkie grają specyficzną odmianę Speed Metalu, kiedy był on na etapie tzw. rozwojowym, czy też zupy gatunkowej (?) - wszystkie style z niego wyszły, ale sam w sobie nie był zadeklarowany po żadnej ze stron. 10 lat temu, ten styl był uważany za martwy i za mema, a teraz wraca z zemstą. SPEED METAL FOR EVER!

      Kończę mój wywód, zanim zrobię kolejna dygresję - ostatnio Darkness Descends zostawił mi komentarz na blogu, to aż machnąłem długiego posta, jako odpowiedź - muszę się zacząć ograniczać w słowotoku.

      Usuń
    3. Z Thin Lizzy to się nie zgodzę, ostatnio ten zespół ma jakiś renesans, wśród metali co chwilę ostatnio spitykam fanów TL. Zwłaszcza wśród tych z Warszawy, tam chyba co drugi ich słucha. Podobnie np francuskie Sortiliege - kiedyś myślałem że to nie wiadomo jaki rarytas, a teraz wychodzi że prawie każdy to zna

      Usuń
    4. Sortilege to Schuldiner miał koszulkę, nowe Crimson glory będzie,a pozatym Neurosis coś pięknego, także stare kapele jak najbardziej są pożądane

      Usuń
    5. Powiem ci tak szczerze, że jest coś takiego, że w danym momencie przetacza się taka fala, że nagle wszyscy naraz zaczynają się jarać tym samym. Ja Thin Lizzy słuchałem od dopiero 15 lat, ale wyrywnie. Natomiast faktycznie, od ponad roku jakoś tak bardziej i częściej (tak samo nagle, nie wiem czemu, ale złapałem smaka na Boba Marleya - ?) - całkiem możliwe że to efekt reklam, dostosowania treści do tego, co oglądam na youtube, czy innych mediach społecznościowych. I przez to może zaczęły mi o nich bardziej przypominać. To może też oznaczać, że szykuje się jakiś kolekcjonerski box set, bo tak to zazwyczaj działa.

      Z tym Sortilege to też trafiłeś, bo nigdy nie lubiłem tego typu Metalu, ale parę miesięcy temu też nie wiem dlaczego, ale postanowiłem ich sprawdzić. Jakbym się bawił w teorie spiskowe, to chyba jesteśmy podprogowo urabiani.

      Usuń
  6. hellalujah :::

    Jak ktoś nie widział, to polecam dokument "Lemmy"
    https://www.filmweb.pl/film/Lemmy-2010-556401
    Z tego co mi tu podpowiada jest na CDA, ale moim zdaniem, można go też naleźć w bibliotece Planet+

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty