Karaboudjan - "Sbrodj" (2001)

Dziś rozkmina z cyklu tych bardzo ważnych dla fanów ambitnego i niekonwencjonalnego grania, czyli zapewne (i niestety) wąskiego grona melomanów. Otóż, jak mógłby się prezentować czwarty krążek awangardowego Pan.Thy.Monium gdyby projekt przedwcześnie nie skonał? Tego prawdopodobnie nigdy w pełni się nie dowiemy, aczkolwiek drogowskazem może być tutaj dość zapomniany, inny projekt Dana Swanö noszący dziwaczną nazwę Karaboudjan, z którym - jak lada moment udowodnię - twór ten ma zaskakująco dużo punktów wspólnych i niemały potencjał na kontynuację wątków z "Khaooohs & Kon-Fus-Ion". Działalność tegoż projektu była bardzo króciutka (nie bez przyczyny wspomniałem, że jest zapomniany), jego mózgiem był oczywiście sam Swanö (pomimo podanego, fikcyjnego składu), a do jego gościnnej współpracy zaprosił on jedynie swojego brata Daga oraz Patrika Selsforsa odpowiadających tu za partie saksofonu, zaś same nagrania nastąpiły już w 1996-1997 roku. Na premierę trzeba było jednak poczekać do 2001 roku, kiedy to nakładem Relapse Records ukazał się jedyny zapis tego projektu - epka "Sbrodj".
Na materiał ten składają się tylko trzy utwory, ale dla niewprawionych w boju będą to AŻ trzy utwory. O Karaboudjan można znaleźć notkę określającą ten projekt jako awangardowy doom metal i jest w tym jakaś prawda, choć słychać tutaj również wpływy Franka Zappy, Black Sabbath, Rush oraz oczywiście (?) solowego Swanö i wspomnianego Pan.Thy.Monium. Dostajemy więc pakiet ciężko ciosanych, metalowych riffów (z wyjątkowo chropowatym brzmieniem), przejrzyście ułożoną perkusję (kiedy trzeba jest prosto, a kiedy indziej Dan zasuwa bardziej finezyjnie), dziwne melodie generowane z keyboarda i rozjechane efekty, pinkfloydowe solówki gitarowe oraz saksofonowe urozmaicenia (tym razem na nieco dalszym planie). Całości przewodzi jeszcze trudny do określenia, dość marzycielski i odjechany klimat, który odnosi się do przygód Tintina - belgijskiego podróżnika - pomimo że epka jest głównie instrumentalna. Czasem pojawiają się mówione kwestie lub Dan coś do nas krzyknie, ale jest to w języku szwedzkim więc w takiej sytuacji, by zrozumieć te kwestie najlepiej, zalecam posiłkować się netem.
W praktyce, "Sbrodj" to kawał wymagającego grania, od którego bardzo łatwo się odbić i uznać je za skupisko dźwięków kompletnie nieprzystających do siebie. O ile jeszcze doom/deathowe granie nie powinno sprawiać większych problemów, bo nie odbiega jakoś znacząco od standardów (nawet prog-rockowe solówki gitarowe nie wywracają całości do góry nogami), o tyle dużo większym wyzwaniem są liczne patenty, gdy na pierwszym planie zasuwają klawisze (od klasycznych presetów dla progresywnego grania do melodyjek...dla dzieci) oraz saksofonowe wariactwa, a także gdy słyszymy brzmienia niekoniecznie związane z metalem, tj. nałożone na siebie efekty dźwiękowe, pogłębiające odrealniony klimat wydawnictwa. Awangarda pełną parą, ale jest w tym myśl przewodnia i nie ma mowy o bezmyślnych, jazzowych popisówach. "Plan 714 Till Sydney", "Den Svarta Ön" i "Den Mystiska Stjärnan" mają swoje motywy przewodnie, zazębiają się ze sobą oraz konsekwentnie zapuszczają nas w mocno abstrakcyjną atmosferę. Gdy przy odpowiednim skupieniu te 20 minut mija, chce się jeszcze więcej takiej muzyki.
No właśnie, jak na tylko trzy kawałki maniacy awangardowych doznań będą czuli spory niedosyt. A skoro jesteśmy już przy minusach... nie ma tego tak dużo, ale sam materiał wyjściowy nie jest przecież długi. Cóż, Karaboudjan stoi znacznie niżej pod kątem finezji niż Pan.Thy.Monium, chrupiące brzmienie gitar potrafi irytować (idzie się oczywiście przyzwyczaić, ale nie przekonać) i - przede wszystkim - brakuje tu tak tajemniczego, skłaniającego ku wielogodzinnym sesjom klimatu co u twórców "Dawn Of Dreams".
Dlatego "Sbrodj" trafi do totalnej niszy zakręconego grania i w takim też celu został on stworzony/wydany. Karaboudjan to intrygująca ciekawostka dla fanów wszystkiego pod czym podpisał się Dan Swanö, pokazująca na ile szerokie horyzonty miał ten szwedzki muzyk, a także krótkie wydawnictwo obrazujące jak mogłyby się prezentować ewentualne dalsze losy Pan.Thy.Monium oraz że... metalowa awangarda w wykonaniu Swanö wciąż nie znała granic po takim albumie jak "Dawn Of Dreams".
Ocena: 7/10
[English version]
Today, a consideration on a series of very important ones for fans of ambitious and unconventional music, which is probably (and unfortunately) a narrow group of music lovers. Namely, what could the fourth album of the avant-garde Pan.Thy.Monium have been like if the project had not died prematurely? We will probably never know for sure, although a sign here may be another rather forgotten project by Dan Swanö bearing the strange name Karaboudjan, with which - as I will prove in a moment - this creation has surprisingly many points in common and considerable potential to continue the ideas from "Khaooohs & Kon-Fus-Ion". The activity of this project was very short (it was not without reason that I mentioned that it's forgotten), its mastermind was of course Swanö himself (despite the given, fictitious line-up), and he invited only his brother Dag and Patrik Selsfors, responsible for the saxophone parts, to his guest collaboration, and the recordings themselves took place already in 1996-1997. However, the premiere had to wait until 2001, when the recording of this project was released by Relapse Records, in the form of ep entitled "Sbrodj".
The material consists of only three songs, but for those who are not experienced enough, it will be EVEN three songs. There is a note about Karaboudjan describing this project as avant-garde doom metal, and there is some truth to it, although you can also hear influences from Frank Zappa, Black Sabbath, Rush, and of course (?) the solo Swanö and the aforementioned Pan.Thy.Monium. So we get a package of metal riffs full of heaviness (with an exceptionally rough sound), clearly arranged drums (when it needs to be simple, and at other times Dan moves more finesse), strange melodies generated from the keyboard and broken effects, Pink Floyd guitar solos and saxophone variations (this time in the background). The whole is still dominated by a difficult to define, quite dreamy and crazy atmosphere, which refers to the adventures of Tintin - a Belgian traveler - despite the fact that the ep is mainly instrumental. Sometimes there are spoken lines or Dan shouts something at us, but it's in Swedish, so in such a situation, to understand these lines best, I recommend using the internet.
In practice, "Sbrodj" is a piece of demanding music, from which it's very easy to bounce off and consider it a cluster of sounds that are completely incompatible. While doom/death playing shouldn't cause any major problems, because it doesn't deviate significantly from the standards (even prog-rock guitar solos don't turn the whole thing upside down), a much bigger challenge is the numerous patterns when the keyboards are in the foreground (from classic presets for progressive metal to melodies... for children) and saxophone madness, and also when we hear sounds not necessarily related to metal, i.e. sound effects layered on top of each other, deepening the unreal atmosphere of the release. Avant-garde in full condition, but there is a guiding idea in it and there is no mindless, jazzy displays. "Plan 714 Till Sydney", "Den Svarta Ön" and "Den Mystiska Stjärnan" have their own themes, they mesh with each other and consistently take us into a strongly abstract atmosphere. When, with the right concentration, these 20 minutes pass, you want even more of this kind of music.
Well, for only three tracks, avant-garde maniacs will feel quite dissatisfied. Well, since we're on the subject of flaws... there's not that much of it, but the original material itself isn't long. Well, Karaboudjan is much lower in terms of finesse than Pan.Thy.Monium, the crunchy sound of the guitars can be irritating (of course, you can get used to it, but not convince) and - above all - there's no such mysterious, hour-long session-inducing atmosphere as the creators of "Dawn Of Dreams".
That's why "Sbrodj" will end up in the total niche of crazy music and it was created/released for that purpose. Karaboudjan is an intriguing curiosity for fans of everything Dan Swanö signed up to, showing how wide-ranging this Swedish musician was, as well as a short release illustrating what the possible future of Pan.Thy.Monium could look like and that... the avant-garde metal performed by Swanö still knew no bounds after an album like "Dawn Of Dreams".
Rating: 7/10
Co to za wynalazki!!!!!
OdpowiedzUsuń